Wiadomości

Puchar Karpat z pogodą....ducha

Oczywistym faktem po zeszłorocznych paralotniowych doświadczeniach na Ukrainie był kolejny wyjazd do Borzawy. Świetna atmosfera, fajna paralotniowa miejscówka oraz niskie ceny zdeterminował mnie do powrotu na tamtejsze połoniny.

Na wyjazd dali się namówić Witek, Piotr, Viola oraz kolega z Kuj-Pom Team , Latawiec. Zatem jedziemy w piątkę ni szczególnie dużym samochodem marki Honda CRV rocznik 2000, a jakże! Ostatecznie w przeddzień odpadła zdrowotnie Viola i sceptycznie Latawiec. Ruszyliśmy z Nowego we trójkę. Po małych perturbacjach na pustym ( ! ) przejściu granicznym w Krościenku, rankiem 24 czerwca „posłusznie melduję , że znowu jestem” w naszym hoteliku u podnóża Gimby. Dzięki nieocenionej pomocy Bożenki- dobrego ducha ukraińskich paralotniarzy dostaliśmy zupełnie przyzwoity  pokoik w stylu SKY.

Po nieprzespanej nocy złapaliśmy klika chwil dziennej drzemki. Jak wypada , przywitałem się z wszystkimi znajomymi sprzed roku, oraz moimi nowymi przyjaciółmi Olegiem i Julią ze Lwowa, których pnałem podczas majowych konfrontacji sztuk walki i którzy dali się namówić na „wekendowy”  wypad w góry. Rozpoczął się nasz pobyt na Ukrainie....

 

Ekipa

Tym razem Polacy dopisali. Przyjechała Kaśka z Piotrkiem zwanym niekiedy Biały Misiu lub Mad Max oraz miłym panem Dżejem. W sposób nieoczywisty dotarła Anna Maria, piękna matka polka, mieszkanka Sopotu nigdy nie latająca na nizinach. Dojechała ekipa spod góry Żar: Wojtek, jego ciemnooka córka Aśka ze spokojnym Dominikiem oraz Arkiem , jak się później okazało amatorem dialogów niedokończonych z samym sobą. W „żarskiej” ekipie była też Agatka- młoda świetna pilotka nie znająca Tonego Halika. Po dwóch dniach dojechał Zbyszek Gotkiewicz, bez którego przecież impreza odbyć się nie mogła...

 

Heli

Było tak. Po drzemce rekompensującej całonocną podróż wybraliśmy się wraz z Olegiem i Julią na Gimbę. Wyciąg dość tani, pogoda w miarę więc jedziemy. Ja postanowiłem dotrzymać moim ukraińskim przyjaciołom towarzystwa, Witek i Piotr , jak na porządnych paralotniarzy przystało na stacji górnej kolejki najęli Land Rovera na polskich blachach (u nich , jak kiedyś u nas- połowa aut jeździ na „zachodnich” blachach) i offroudowo wdrapali się na sam szczyt Gimby (1487m npm). Po jakichś dwóch godzinach  i osuszeniu kilku kubków domowego winka z jeżyn wraz z Olegiem i Julią postanowiliśmy wrócić do hotelu. Bujając się na skrzypiącej ławeczce wyciągu zobaczyłem jak jedna z paralotni zaczyna kręcić różne „acro figury”. Pomyślałem, że piloci ukraińscy naprawdę mają jaja.... Po powrocie do hotelu dowiedziałem się, że autorem figur był Piotr i nikt wcześniej takich akrobacji tutaj nie widział. Cóż sam Piotr, od tego czasu okrzyknięty Helimen-em też wcześniej tego nie próbował....taka natura silnego wiatru i zawietrznych.... Pomyślałem , dobry początek.

 

Jaja

Z rana na śniadanie do wyboru jaja sadzone na bekonie x3 plus wskazana ilość skibek chleba lub naleśnik z serem i dżemem. Po męsku nasza ekipa wybrała jaja na bekonie.....x6, jak na mężczyzn przystało. Plus chleb oczywiście. Z tym chlebem to praktyczny pomysł: mówisz ile zjesz- tyle dostajesz, nic się nie marnuje.

 

Alkohol

Prawda jest taka, że pić alkohol trzeba umieć! Tak przynajmniej mawiał śp. Mietek, który pił całe życie  i nigdy nie przyjęty na oddział detox, z powodu... braku objawów. Tak więc na Ukrainie się pije. Alkohole różnej maści. W Borzawie dominuje jednak miejscowe „domowe” winko w kilku odsłonach. Można nabyć je wszędzie. W „magazinu” spod lady, od baby przy drodze, po cichu w hotelu i jeszcze w kilku miejscowych melinach po zmroku. Dobre wino nie jest złe! Miejscowi smakosze wolą jednak tradycyjne wódkę. Zwyczaj taki, że smakosz zakupuje małpeczkę , siada przed „magazinem” w gronie najbliższych kolegów rozważających o wartościach. O piwie ukraińskim nie będzie- szkoda czasu. Tak czy inaczej, nasza narodowa reprezentacja zdecydowanie dotrzymywała kroku gospodarzom.

 

Bania

Nie ma latania i popaduje deszcz. Kaśka zarządziła zdrowotną kąpiel w ruskiej (ukraińskiej) bani. Za przyjemność godzinnego kolektywnego moczenia się w wielkiej kadzi z gorącą wodą miły pan kazał sobie zadość uczynić całe 500 lokalnych wariatów (UHA), coś około 75 zł, co na głowę wyszło może po 12 zł. Rzecz ciekawa. Wielka kadź o średnicy 3,5 m pod którą pali się żywy ogień. W tej zupie głównym produktem byliśmy my. Taki rosół. Siedzisz w wodzie o temperaturze 48 st C. Co jakiś czas łasujesz się do kamiennej studni z lodowatą wodą. Oczywiście zaleca się siedząc w kadzi chłodzić się jakimś płynem, to znaczy winem.

 

Dzień lotny

Natenczas, chyba we wtorek organizator zarządził rozegranie pierwszego taska (pierwszej konkurencji). Przed hotelem z rana Mykola głośno darł się „bryyyyfieng”. Co oznaczało odprawę. Z nadzieją wjechaliśmy wyciągiem na górę i dalej nieśmiertelnymi Gazami na sam szczyt Gimby. I znowu dało się słyszeć „bryyyfieng”. Ustalono, że latamy „siuda tuda” itp. Pogoda jednak szału nie robiła. Niskie podstawy , chmury „liżące” granie, południowo-zachodni wiatr. Część ludzi odpaliła od razu- wiadomo „lokalersi” są u siebie- i pognała na trasę. My przyczajeni, onieśmieleni. Nie zachęcił koleś z Kijowa, który dosłownie zwalił się na glebę łamiąc obojczyk. Cóż życie. W końcu decydujemy się lecieć. W powietrzu akwarium z małą ilością wody- przez niskie podstawy, może 150-200m nad start jest ciasno. Do tego jeszcze dość „torbiaście”. Ekipa „żarska” oraz „borskowa” daje jednak radę. Wykręca i przeskakuje grzbiet lecąc nad dolinę. My się motamy jak kursanty Mieczysława Instruktora. W końcu z Helimenem skaczemy na drugą stronę z duszą na ramieniu i pełna belą. Pozamiata, czy nie pozamiata? Ostatecznie nie pozamiatało. Całe latanie trwało jeszcze może z 40 min. Tyle....

 

Dlaczego warto...

Dobre pytanie? Warto bo jest inaczej, niż tutaj. Nawet jak nie ma pogody. Jest inaczej, bo można odnieść wrażenie , że tam liczy się człowiek a nie jego portfel. Do tego dobre żarcie, wspaniałe karpackie okoliczności przyrody z Połonina Borzawską na czele i spokój. Nie ma nic jak tydzień spokoju ducha.....

GALERIA

 

Zaprzyjaźnione serwisy

imaf poland


 

ekono


 

tlok


 

aktywna wies


 

nida

Jestes tutaj :

Gorące tematy :

bottom 1

Chrząszczu w Nepalu
Relacja wkrótce
 

bottom 1

Muzyka Kościołów
Letnie Spotkania Muzyczne – sezon 2013
 

bottom 1

Zajęcia karate
Rusza sezon 2013-2014 zajęć sekcji karate Shotokan
 

O Aktywnych:

Grupa za cel działanie postawiła sobie realizacje zainteresowań: sportowo-rekreacyjnych w sekcjach KARATE, PIŁKI SIATKOWEJ i PARALOTNIOWEJ. A także inspirowanie działań związanych z promocją regionu (Dolina Dolnej Wisły), kultywowaniem lokalnych tradycji.

Śledź Nas

 social icon  social icon  social icon  social icon

 

S5 Box

Zaloguj się

Zarejestruj się