Wiadomości

Znienacka i nagle. Spadła na nas ta Ukraina. Wszystko za sprawą Kasi Huzarskiej, która skutecznie poszczuła nas wschodnim klimatem. Zadziałało. Kilka dni później gnaliśmy w nieklimatyzowanym Mondeo przez upalną Polskę. Pileś, Lena , no i ja. Pierwsze zaskoczenie, to chyba złowrogi Barszcz Sosnkowskiego, okryta złą sławą roślinka o zabójczych właściwościach. Czekała na nas na granicy w Krościnenku. Dalej 160 km po totalnych dziurach. Nigdy w życiu nie widziałem takich traktów. Dziura , na dziurze, a na mostach dziury na wylot! To co uderza po trasie to bieda, stare ruskie pojazdy, no i skrajne przeciwieństwo- ociekające złotem cerkiewki i kaplice na każdym rogu.

Do Pilipets dojechaliśmy oczywiście „na styk”. Szybka rejestracja i jazda na górę. Starymi sprawdzonymi ciężarówkami 4x4 marki GAZ. Ponad poziomem lasów widok niesamowity na masyw Borzawy. Trochę straszno bo nasze Gazy łapia takie kąty podjazdu, jakby nie działały tu prawa fizyki. Bardzo dobra organizacja. Pomimo niskich podstaw chmur i ochoczo budujących się Cb-ków, organizatorzy konstruują trasę. Pilecki z niepokojem dopytuje o chmury burzowe. Dowiadujemy się, że „tak się tutaj lata”.

Kolejne dni to latanie „tyłkiem po pięknych połoninach” z uwagi na niskie podstawy. Następnie dwa dni niepogody z wycieczkami oraz konsumpcją uzbeckiego gulaszu z ryżem zwanego „płow”. Tu to swoisty rytuał , pojedynek kulinarny ojca i córki. W szranki staje Witalij i jego córka Bożenka (swoją drogą jedna z najlepszych koordynatorek jakie spotkałem w swoim pozarządowym żywocie). Ostatecznie wygrywa Witalij. Nieważne przecież o zabawę tu idzie. Podczas niepogody poznajemy również dziko tutaj żyjące niedźwiedzie. Strach pomyśleć co by było jakby taki futrzak powitał paralotniarza podczas lądowania.

Ostatnie dwa dni zawodów , wyczekiwana  idealna pogoda. Pierwszego dnia ląduję w jakiejś czarnej dupie. Wspólnie z ukraińskim pilotem Andrijem schodzimy do wsi i tubylcy kultowym radzieckim autem marki Lada rocznik 1973 podwożą nas do bazy. Ostatni dzień należy do Tomka. Podstawy 2500m , piękna przelotowa pogoda i ambitna trasa ostatniego tasku. Co prawda ambicja organizatorów skutkuje że niewielu osiąga metę, ale zdaniem Pileckiego było warto, efekt 6 godzin podniebnej walki.

Nie będę pisał o wynikach, bo przecież nie o laury chodziło. Tomasz i Zbyszek Gotkiewicz dzielnie zabezpieczyli środek stawki. Napiszę o ludziach. Pomimo historycznych animozji i narodowego hej tu po obu stronach granicy paralotniarze są wszędzie tacy sami- charakteryzują się absolutnym brakiem podziałów. Poza tym, powiem krótko : piloci ukraińscy to absolutni specjaliści od latania przelotowego pełni fantazji, doświadczenia i determinacji do walki.

Jedno jest pewne, za rok tam wracam!

Marcin Tylman

ZAPRASZAMY DO GALERII

 

Paralotniowe Mistrzostwa Polsk 2016 odbyły się w Tolminie w słoweńskich Alpach Julijskich w dniach od 22 do 28 maja.

Zawody dla podniesienia rangi łączone były wspólnie z Mistrzostwami Węgier i jako Polish & Hungarian Paragliding Open 2016 przyciągnęły wyśmienitych pilotów nawet z odległych krańców świata. W tych  najważniejszej dla polskich pilotów imprezie nasze Stowarzyszenie reprezentował Paweł Chrząszcz.

Pomimo bardzo niekorzystnych  warunków pogodowych panujących w Alpach od początku sezonu organizatorom udało się rozegrać cztery ważne, wysoko punktowane konkurencje. 134 pilotów musiało się zmierzyć z wyścigami w stylu „race to goal” na odcinkach pomiędzy 64,1 km, a 72,7 km. Po czterech dniach Paweł uplasował się na 2 pozycji w klasyfikacji paralotni „Serial”, 8 w klasyfikacji Polskiej oraz 17 w klasyfikacji ogólnej zawodów.

https://airtribune.com/ppo2016/results

W sezonie 2016 nasz pilot planuje zmierzyć się jeszcze z zawodnikami między innymi podczas Czech and Slovak Paragliding Open we włoskim Pieve d’ Alpago, Przed Mistrzostwach Świata  XXXIII Guarnieri International Trophy  we włoskim Feltre oraz Soča Open Valley w słoweńskim Tolminie.

Partnerem Pawła w tym sezonie po raz kolejny został portal internetowy langloo.com wspierający rozwój sportowy zawodnika.

.

Rozpoczęliśmy paralotniowy sezon XC lotami ze startowiska Nowe-Przyny. Nikt  jednak nie spodziewał się, że będzie to tak dobry początek. Po sprawdzeniu prognoz ogłaszamy, że holujemy w sobotę 30.04.2016r. Bardzo słoneczny poranek i pojawiające się chmurki dobrze wróżą wszystkim chętnym powietrznych przygód. Pierwszy hol o godzinie 11.00 pozwala już odlecieć pierwszej osobie w nieznane. Następni piloci po przejściowym kryzysie termicznym wykręcają się nad startem by zniknąć w przestworzach. Witek z Krzyśkiem zwiedzają okolice i miasto z powietrza. Andrzej Chorab i Tomek Szczepański lądują po kilkudziesięciu kilometrach od startu, Krzysiek Drzycimski gość z zaprzyjaźnionego Kuj-Pom Teamu ląduje po 101 km na dawnym lotnisku w Konarzynach.  Najdalej leci tego dnia Andrzej Danielewski lądując nad morzem w Koszalinie po 6h 40m lotu i 185 km.

Koniec kwietnia uraczył wszystkich wyśmienitą słoneczną pogodą pozwalającą latać do woli. Tylko przenikliwe zimno powyżej 1000 metrów ostudziło zapały niektórych lżej ubranych do zbyt długiego przebywania w przestworzach. Jednak tego dnia wszyscy zrobili  kilkudziesięcio kilometrowe trasy w powietrzu zaspakajając głód latania.

Podsumowując należy zadać tylko jedno pytania, skoro wiosenna termika była tak łaskawa to co to będzie się działo w pełni sezonu ?

 

Jako, że sprawa formalna startowiska w Nowych Marzach została wyjaśniona z panem rolnikiem, w poniedziałkowy poranek tłumnie ruszyliśmy na klif.

Pogoda świetna. Słońce, naście stopni Celsjusza, słuszny wiatr. Słowem pierwszy wiosenny warun.

Poza „Aktywnymi” dopisali ludzie  z Kuj-Pom Team-u oraz wierni fani naszej „górki” z Trójmiasta. Warunki do latania należy ocenić jako średnio wymagające, jednak oczekujące od pilota precyzji i umiejętności latania na klifie w okolicznościach zmienności siły wiatru oraz „ataków” termicznych podmuchów.

Ci, którzy sobie poradzili, dokręcili 300 m nad start, znalazł się też jeden „nadmorski Andrzej”, który ambitnie zniknął za horyzontem.

Słowem jak na Wielkanoc paralotniową przystało - w Nowych Marzach było świątecznie - termicznie.

Zapraszamy do GALERII - zdjęcia Magda Gracek

 

Po 4 latach naszej nieobecności, 11 marca Nadwiślańskie Stowarzyszenie wróciło pod gościnny dach San Nicola Hostel w Sermonecie.

Nasza 22 osobowa grupa przez kila dni latała, zwiedzała, smakowała miejscowe rarytasy oraz oczywiście...piła wspaniałe włoskie wino. Głównym celem wyjazdu był jednak wiosenny rozruch paralotniowy. Po tygodniach nieciekawej zimowej aury w kraju, kilka dni na włoskim niebie było dla nas – spragnionych , jak manna z nieba. Co prawda mówiąc paralotniową nomenklaturą „ warun , jak na włoskie możliwości , szału nie robił”- wszystko za sprawą północnego wiatru, który zazwyczaj w okolicach godziny 13.00 przepychał znad gór nieprzyjazne chmury, które szczenie odcinały dolinę od potrzebnych promieni słonecznych.

Jednak polatać się dało. Zadowoleni byli też ci, którzy wyjazd poświęcili na zwiedzanie  cudne „nic nie robienie”.

Licząc na spadek kursu euro, pozostaje nam snuć plany na kolejną wizytę w pachnącej pomarańczami Sermonecie.





GALERIA ( w przygotowaniu - zapraszamy wkrótce )

Zaprzyjaźnione serwisy

imaf poland


 

ekono


 

tlok


 

aktywna wies


 

nida

Jestes tutaj :

Gorące tematy :

bottom 1

Chrząszczu w Nepalu
Relacja wkrótce
 

bottom 1

Muzyka Kościołów
Letnie Spotkania Muzyczne – sezon 2013
 

bottom 1

Zajęcia karate
Rusza sezon 2013-2014 zajęć sekcji karate Shotokan
 

O Aktywnych:

Grupa za cel działanie postawiła sobie realizacje zainteresowań: sportowo-rekreacyjnych w sekcjach KARATE, PIŁKI SIATKOWEJ i PARALOTNIOWEJ. A także inspirowanie działań związanych z promocją regionu (Dolina Dolnej Wisły), kultywowaniem lokalnych tradycji.

Śledź Nas

 social icon  social icon  social icon  social icon

 

S5 Box

Zaloguj się

Zarejestruj się