Wiadomości

Przeglądając czeluści internetu natknąłem się na taki oto opis.

 

Kiedyś byłem normalnym , zdrowym człowiekiem. Jak każdy facet  zaczynałem dzień od małej czarnej, śniadanko, praca, dom, żona i dzieci.

W wolnych chwilach piwko z kolegami, odwiedzanie znajomych i rodziny. Było jak w każdej normalnej rodzinie do czasu kiedy pierwszy raz wzbiłem się w powietrze.

Od tamtego czasu zaczął się mój dramat. Latałem więcej i więcej. Zawsze było mało jakbym tylko ugryzł, a nie najadł się do syta.

Rodzina, przyjaciele i wszystko to co robią normalni ludzie zostało gdzieś daleko z tyłu.

A ja nic tylko latanie i latanie.

Teraz kiedy grozi mi utrata pracy, żona chce rozwodu przejrzałem na oczy. Mimo to nie potrafię zerwać z nałogiem. Kiedy przychodzi po mnie „warun” to tak jak narkoman sięga po strzykawkę ja biorę tą szmatę i latam. Kiedy zaczyna brakować kasy na nałóg to pożyczam. 

Teraz żyję tylko dlatego, że latam i muszę latać żeby żyć , ale po co ?

 

W związku z tym mam pytanie.

Czy nam też to grozi ?

A może niektórych z nas już to dotknęło ?

A jak już dotknie, to czy nie trzeba zapisać się do jakiegoś AA ?

Zapraszam do dyskusji na shoutboxie.

 

par2

 

par3

 

par4

kamera Filmujemy z nieba i nie tylko. Jesteśmy w stanie nakręcić wszystko, od weselnego landszaftu, po klip promujący Twoją firmę.

Mamy sprzęt, pomysły chęci.

Sprawdź nasze dotychczasowe realizacje tutaj.

Zapraszamy również do Galerii zdjęć.

Zapewne jesteśmy jednymi z wielu w tej branży, ale to co nas wyróżnia , to fakt, że kasę którą u nas zostawisz przeznaczymy na rozwój naszego stowarzyszenia.

Więc nie zastanawiaj się tylko daj się skręcić

an1 Relacja oczami Andrzeja Danielewskiego, pilota rekordowego lotu na paralotni.

Ten rok jest w pewien sposób wyjątkowy już trzeci raz poprawiany jest rekord przelotu z krawężnika. Pierwszy z maja wynosił 146 km, potem Paweł Chrząszcz w lipcu podniósł poprzeczkę bardzo wysoko startując z Parsk i lądując za Przasnyszem na 163 km. Wydawało się, że ten lot długo jeszcze nie zostanie pobity bo i wynik był zacny. Jednak jak się okazało nastąpiło to już po 38 dniach.

Niedziela 25 sierpnia 2013 roku zapowiadała się lotnie z nadzieją na latanie po klifie. Po odebraniu rano telefonu od Tomka błyskawiczne jem śniadanie i szybko pakuję się na klif w Nowem nie sprawdzając telefonu baterii i pieniędzy w portfelu. Tam niestety czekał mnie i innych pilotów już klasyczny parawaiting, siła wiatru wzmogła się uniemożliwiając latanie. Dopiero po około 2 godzinach wiatr zaczął słabnąć dając nadzieję na start. Obserwuje chmury i tak na wszelki wypadek telefonuję i sprawdzam strefy przestrzeni powietrznej, szpeję się i czekam na podmuch.
Staruję jako drugi i po kilku minutach szwendania się przy klifie wyjeżdżam z kominem pod podstawę. Pierwsze kilometry nie napawają optymizmem dość niskie podstawy i silny wiatr górą powodują że trzeba mocno uważać by nie zaliczyć parteru. Dodatkowo koniec sierpnia nie daje nadziei na długie loty. Dopiero na 67 km pierwszy raz sprawdzam przelecianą odległość. Myślę sobie nie jest źle, byle dowiosłować do setki bo to już dobry wynik. Wszystko działa książkowo jak należy i na 130 km zaczynam widzieć cień szansy na dolecenie do 163 km i pobicie rekordu. Jednak gdy trochę dalej muszę przeskoczyć między szlakami gwałtownie tracę wraz z wysokością wiarę w możliwość dalszego lotu. Trochę nerwówki i z mocnym kominem wyjeżdżam pod podstawę i wiem już że rekord mam już w dolocie. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i zaczynam kombinować, może magiczna granica 200 km jest dziś do zrobienia? Lecz około 180 km chmury zaczynają gwałtownie się rozpadać i na dodatek pada mi gps z lk8000 ( a tylko tam ustawiony mam pomiar odległości lecz na szczęście mam Garmina jako zapasowy gps).
an2 Zmieniam więc taktykę na utrzymaj się jak najdłużej w powietrzu i wykręcaj każdy komin. Wiem że brakuje mi jeszcze 20 km do dwustetki lecz chmur już prawie nie ma i muszę zaryzykować bo ostatnie cieniutkie pasemka chmur są nad siedmiomilowym lasem. Trud się opłaca i jestem znów pod podstawa chmury z uśmiechem na ustach. Ostatnie trzy kominy lecę w wielkim błękicie na 500 – 600 metrach korzystając z termiki nad lasami. Ostatecznie ląduję w małej wsi Wapnica z prawie rozładowanym telefonem mając 40 zł w kieszeni i nikłymi szansami na samodzielny powrót. Teraz już pozostaje mi tylko czekać na zwózkę bez której szybko bym się stamtąd nie wydostał (wielkie dzięki Witek).

 Ostatecznie przeleciałem 224 km ustanawiając nowy rekord krawężników potwierdzając, że najlepsze loty wykonuje się nie zawsze wtedy gdy się tego spodziewamy. Wzorem Pawła Chrząszcza nie pozostaje mi teraz nic innego jak tylko czekać na kolejnych pilotów, którzy (mam nadzieję, że szybko), podniosą jeszcze wyżej „krawężnikową poprzeczkę”.

hvala2

 

Jak co roku w sierpniu , tak i w tym roku latamy pod słoweńskim niebem. Niestety, ten rok amatorów podniebnych atrakcji rozczarowuje niestabilnością warunków pogodowych. Latanie na Lijaku jest dość problemowe, głównie z powodu silnych wiatrów.

Pomimo tego nasza przeszło trzydziestoosobowa grupa bawi się dobrze. Włoskie i słoweńskie plaże kuszą szmaragdową wodą Adriatyku, klimatyczne restauracje bogactwem smaku miejscowych specjałów, a liczne winiarnie najlepszymi winami południowej Europy.

Wracając jednak do latania: dwa, może trzy dni kręciliśmy się nad campingiem Aleksandra. Z uwagi na brak warunków przelotowych prym wiodły loty tandemowe. Każdy chętny aktywny „nielot” mógł przeżyć chwile ekscytacji w towarzystwie naszych pilotów Jona i Marcina.

Niekorzystne warunki pogodowe skłoniły nas do jednodniowej ekspedycji do Bassano Del Grappa- jednego z najważniejszych miejsc wypraw paralotniowych. Wyjazd można uznać za bardzo udany, każdy z nas wylatał się w tamtejszej termice dowoli.

Ale cóż, wszystko co dobre szybko się kończy.

Czas wracać do Polski i zacząć planować kolejny wyjazd…..


Zapraszamy do galerii

parski


Gdy zaczynałem swoją przygodę z paralotniarstwem w klasie maturalnej (2007) mieszkałem jeszcze pod Kwidzynem. Moim mentorem i guru był przede wszystkim Witek. Mieszkał w Kwidzynie i zabierał mnie na latanie na nadwiślane klify opowiadając liczne historie dotyczące paralotniarstwa. Od samego początku, mimo, że dużo czasu spędzałem w górach właśnie te kilkudziesięciometrowe zbocza wzbudzały moje zainteresowanie. Usłyszałem od Witka o kilku udanych próbach „odejścia” na przelot i chyba zrozumiałem, o co tak naprawdę chodzi z tymi „krawężnikami”. Droga nie była łatwa, ale już w 2009 roku udało mi się po raz pierwszy wykręcić w Nowem. Były to dwa przeloty 14,23 km i po zaledwie pięciu dniach 25,13 km. No i zaczęło się…Od tego momentu coraz częściej już nawet po kilka razy w sezonie „urywałem się na przelot”.


Na szczęście walczyć ze sobą już nie musimy, ale w głębi wielu z nas siedzi nadal zwierzęca chęć rywalizacji no i przekraczania własnych barier. Ludzie mają różne cele związane z samorealizacją i rywalizacją. Zaczyna się od bójek w piaskownicy, ocen w szkole po stanowiska w pracy. Musimy być w czymś najlepsi. Tak też działa to u latających. Kto z Was paralotniarze nie cieszy się jak lata wyżej, szybciej, czy obleci kumpla o kilka kilometrów?


Pierwsze kilkukilometrowe przeloty z naszych górek zapoczątkowano już prawdopodobnie, w 2004, ale najdłuższe przeloty rozpoczęły się w 2008 roku, a coraz to nowsi piloci „poprawiali” rekordy. W marcu 2008 Bartek Świątkowski poleciał 46,2 z Nowych Marz. W czerwcu tego roku został przebity lotem Ś.P. Wojtka Siudka o długości 55,6 km z Wiąga. Dopiero granica ta została przekroczona w maju 2012 przez Andrzeja Danielewskiego w locie o długości 64,1 km z Nowych Marz. Tym samym loty w dolinie Wisły w województwie kujawsko-pomorskim stawały się najdłuższymi przelotami w całej nizinnej Polsce bez wykorzystania wyciągarek do startu.


Po locie Andrzeja ponownie powróciła fala rekordowych przelotów z krawężników. We wrześniu 2012 Paweł Chrząszcz ze Starogrodu leci 87,8 km. Sezon 2013 mimo bardzo długiej zimy rozpoczął się serią przelotów jeszcze z zalegającą pokrywą śnieżną i kolejnym rekordem tym razem z Parsk 05.05.2013. Tego dnia została przebita bariera 100 km przez Czesława, a Andrzej Danielewski podnosi bardzo wysoko poprzeczkę konkurentom lądując przed Przasnyszem oddalonym o 146,1 km od miejsca startu.


Nie zapowiadało się, żeby bariera ta była łatwa do przekroczenia. A jednak Andrzej nie cieszył się długo rekordem. Dnia 18.07.2013 również z Parsk udało mi się ustanowić rekord „krawężnika” o długości 163,5 km.


Początkowo nie zanosiło się na długi lot. Słaby wiatr na starcie zmusił mnie przy pierwszej próbie do lądowania u podnóża klifu. Straciłem mnóstwo czasu. Przy kolejnej próbie również wiało zbyt słabo, ale po starcie wspólnie z dziesiątkami mew stopniowo wznosiłem się w kominie termicznym. Gdy wysokość była już wystarczająca skoczyłem nad Grudziądz gdzie dokręciłem z szybowcami pierwszą chmurę i wspólnie z nimi robiłem pierwsze przeskoki pomiędzy chmurami. Do samej Brodnicy spotykaliśmy się jeszcze w noszeniach. Początkowo lot był pod bardzo dużym zachmurzeniem utrudniającym znacząco lot. Każdy komin wydawał się już tym ostatnim, dlatego wykorzystywałem nawet najsłabsze noszenie. Późnym popołudniem zachmurzenie niebezpiecznie zaczynało maleć. Na 80 km za moimi plecami pozostał sam błękit, a przed sobą miałem wyłącznie pojedyncze chmury. Był to znak, że dzień zaczyna się powoli kończyć. W zasięgu miałem 100 km, ale niczego więcej nie mogłem się spodziewać. Rozpadające się chmury spowodowały, że do powierzchni zaczęło docierać więcej promieniowania słonecznego i noszenia mimo, późnej godziny było łatwiej do znalezienia niż na początku lotu. Dopiero teraz rozpoczął się przyjemny lot. Kilometry uciekały i pękła setka. Po „chwili” w kominie na 128 kilometrze pojawiła się pierwsza myśl o rekordzie. Ostatnie chmury zanikły, a w zasięgu już mam Przasnysz i… kolejny słaby komin, który wynosząc mnie na 1300 m pozwolił w minimalnym opadaniu lotem ślizgowym pokonać ostatnie 25 km. Udało się. Lądowanie 1,5 h przed zachodem na 151 km w linii prostej od Parsk i długa droga powrotna do domu.


Nie pozostaje mi teraz nic innego jak tylko czekać na kolejnych pilotów, którzy (mam nadzieję, że szybko), podniosą jeszcze wyżej „krawężnikową poprzeczkę”.


www.aktywninowe.pl

andrzej To prawda, że rekordy w najdłuższych przelotach otwartych (jeszcze) nie należą do nas.
Zapierają dech w piersiach wyczyny paralotniarzy z południa kraju, wbijają w ziemię kolejne dystanse robione z Borska.

Chłopaki z naszego teamu postawili jednak na klify. Zgodnie z genezą , bo wszyscy zaczynalismy i najczęściej oblegamy nasze stare sprawdzone nadwiślańskie klify. Kiedy kilka lat temu padła idea odlotów z „krawężników”, której pierwszym poruszycielem był Robert Machel, środowisko reagowało co najwyżej ironicznym uśmiechem.

Tymczasem idea stała się faktem. Najpierw po kilka kilometrów z Parsk, Starogrodu, Unisławia. Później śmielej po kilkanaście i kilkadziesiąt z Nowych Marz i Nowego oraz objawienia 2012 roku: Łosiowej Góry.

Aż, pamiętnej niedzieli 05 maja 2013 roku trzech pilotów naszego teamu udowodniło, że z 55 metrowego krawężnika, posiadając doświadczenie, przyzwoity sprzęt i mocne zwieracze , da się „pocisnąć” tam daleko...

Efekt: start z klifu w Parskach, późno, bo około 13.00. Silna termika. Mocne kominy zamiatające wszystko co spotkaja na swojej drodze. Efekty były widoczne tuż po starcie Andrzeja , Chrząszcza i Czesława. „Klapienie”, podwinięcia oraz inne atrakcje kilkanaście metrów nad ziemią nie nastajały optymistrcznie widzów , a tym bardziej pilotów.

Po krótkiej walce w parterze, trójka zniknęła nam z oczu. Ostatecznie , Chrząszcz zaliczył 55 km (Iława), Czesław 103 km (Działdowo), natomiast Andrzej Danielewski zakończył lot kilka kilometrów od Przesnysza z wynikiem 146 km!

Tym wynikiem ustalił absolutny rekord przelotu otwartego z klifu. Cóż , nam nielotom pozostaje życzyc kolegom kolejnych sukcesów na podniebnych szlakach.

Zaprzyjaźnione serwisy

imaf poland


 

ekono


 

tlok


 

aktywna wies


 

nida

Jestes tutaj :

Gorące tematy :

bottom 1

Chrząszczu w Nepalu
Relacja wkrótce
 

bottom 1

Muzyka Kościołów
Letnie Spotkania Muzyczne – sezon 2013
 

bottom 1

Zajęcia karate
Rusza sezon 2013-2014 zajęć sekcji karate Shotokan
 

O Aktywnych:

Grupa za cel działanie postawiła sobie realizacje zainteresowań: sportowo-rekreacyjnych w sekcjach KARATE, PIŁKI SIATKOWEJ i PARALOTNIOWEJ. A także inspirowanie działań związanych z promocją regionu (Dolina Dolnej Wisły), kultywowaniem lokalnych tradycji.

Śledź Nas

 social icon  social icon  social icon  social icon

 

S5 Box

Zaloguj się

Zarejestruj się